Wyszczerbiona filiżanka a tekst doskonały

“Zrobione jest lepsze od idealnego”

Ciężko się z tą ideą nie zgodzić. Przy wiecznie czuwającym krytyku wewnętrznym, przy wciąż prawdziwym widmie jakże wygodnej prokrastynacji, w natłoku codziennych spraw - jak już choćby zarys posta lub wpisu jest gotowy, lepiej czym prędzej go opublikować. Wiadomo wtedy, że treść jest już na stronie lub blogu i że adresaci wpisu mogą z niej korzystać. Nie ma niczego błędnego w tym postępowaniu. Zgadzam się z tym, że na dany moment, jeśli naprawdę nie ma możliwości postąpić inaczej, lepiej jest opublikować tekst dopracowany w procencie bliskim doskonałości, niż nie wypuścić go na światło dzienne wcale.

Przyczyn takiej decyzji może być wiele.

Może to być brak czasu na wprowadzanie kolejnych poprawek.

Może to być obietnica złożona odbiorcom wpisu zapowiadająca, kiedy najpóźniej będzie on opublikowany. Tutaj każda kolejna godzina jest na wagę złota.

Może to być brak wprawy w wyłapywaniu usterek językowych, nawet jeśli ma się świadomość ich istnienia.

Może to być przekonanie, że ostatecznie treść ma wartość nadrzędną nad jednym przecinkiem mniej lub więcej.

Może to być brak czasu, cierpliwości, umiejętności, chęci…

I ja to rozumiem.

Mimo wszystko jednak trochę szkoda, że do odbiorców trafiają teksty z błędami, choć oczywiście wcale lepszym rozwiązaniem nie jest nie publikować tych treści wcale.

Przyjmijmy, że na moment publikacji nie da się postąpić inaczej, można jednak zrobić coś, co pozwoli sukcesywnie podnosić jakość oferowanych wpisów - poprawiać je tak szybko, jak to będzie możliwe. O ile jeszcze ważne powody mogą odwieść kogoś od tego przed publikacją posta, o tyle później te same argumenty tracą na zasadności i nie mają racji bytu.

Dlaczego warto o to zadbać?

Po pierwsze dlatego, że później jest na to czas i są możliwości - chociażby techniczne. Poprawienie błędów w tekście opublikowanym w sieci nie wiąże się z dużą niedogodnością.

Zadbanie o to jest również zadbaniem o klientów. Po trzecie, jest to aktywnym sposobem na polepszanie wizerunku Twojej firmy i marki w sieci. Nie widzę powodu, by z tego rezygnować, skoro to rozwiązanie jest w zasięgu ręki.

Pamiętaj, że im dłużej tekst z błędami jest dostępny na Twojej stronie, tym więcej osób go przeczyta i być może dostrzeże jego niedoskonałości. Co wtedy klienci będą o Tobie myśleć?

By to lepiej zobrazować, posłużę się działającą na wyobraźnię analogią: to jest tak, jakby w restauracji tygodniami sadzać gości przy stoliku z brudnym obrusem i serwować im zimną kawę w wyszczerbionej filiżance.

Czy nie jest przyjemniej (i rozsądniej z biznesowego punktu widzenia) zapraszać swoich klientów do przestrzeni bez skazy?

menu